Znaczna część mojego życia byłaby pusta bez mojego męża. Mam uczucie, że wiele rzeczy nie przydarzyłoby mi się tak naprawdę, gdybym mu o nich nie powiedziała. Anna Quindlen
:: Znaczenia Imion: :: Bartosz - Bartosz i Bartłomiej to w zasadzie jedno i to samo imię. Bartosz to staropolskie zdrobnienie od Bartłomieja, które jest używane także jako samodzielne imię. Drobna zmiana brzmienia powoduje jednak istotne skutki: imię Bartosz inaczej działa na swojego nosiciela i, wbrew pozorom, wcale nie skłania do beztroski i młodzieńczej nieodpowiedzialności. Przeciwnie: Bartosz to imię twardsze i surowsze od jowialnego Bartłomieja. Bartoszowie instynktownie czują się odpowiedzialni za innych (co ujawnia się już w przedszkolu), a w późniejszym życiu pociągają ich wysokie urzędy i rozwiązywanie spraw zbyt trudnych dla większości ich kolegów. Życie pojmują jako zadanie i obowiązek. Za to wspólną cechą Bartłomiejów i Bartoszów są ich wielkie zasoby energii, którą potrafią uruchomić w razie potrzeby.
::Zaszpanuj wierszykiem ;) ::
I
Ścierpnięty ze złości głowonóg o smutnych oczach starca,
rybki jak serca bijące skrzelami, węgorze jak lite pasy,
żyjący młotek i nóż srebrzysty i zardzewiała tarcza,
i kraby rozparte strojące straszliwe japońskie grymasy;
łakome kwiatki, przebiegłe listki, anemon chodzący w kółko i szukający
mięsa,
ślimak z ukwiałem różowym żyjący za pan brat
ale dzisiaj zalegają trawę,
merveilleusy w niebieskich sukniach...
Gasną atłasów melodyjne włókna,
i zapadają w głąb spojrzenia łzawe...
Nikną mufki olbrzymie, gwiaździste koronki,
budki-kabryjolety, o barwach niewinnych,
a pozgonne zapachy wiejące od łąki
są zapachami fiołków,
bo nie śmią być inne...
Płaty białych, nie czytanych listów
ktoś rozrzucił szerokim wachlarzem - -
w grozie długich, wiosennych poświstów,
trupim uśmiechem tają śnieżne twarze.
Szale, ongiś puszyste w styczniowej zamieci,
szarymi spływają rzekami - -
czasem brylant na lokach szronowych zaświeci
i w trawie kończy się łzami.
Zlodowaciała ręka jednej z marzycielek
srebrzy się jeszcze w cieniu,
strzeżona przez niego...
Wkoło dymią słoneczne bomby i szrapnele.
Pokój zabitym śniegom...
i fioletowy krzyżyk meduzy, który się w górze leniwie wałęsa -
może to wszystko jest niebo lub piekło, tamten świat?
II
Ach, a te mate rybeczki japońskie wesołe i ptaszęce!
Strojne w pióra ni to ni owo, garbate, złociste Bóg wie co,
o, każdą z nich ucałować za to, że jest, w podzięce,
i wszystkie razem przycisnąć do serca zmęczonego już tajemnicą.
III
Wielki żółw pływa za szybą machając nogami płaskimi jak skrzydła.
Grzyb półkulisty i twardy, od spodu złoty i miękki -
ma oczy sowy, dziób orła i trupie nozdrza straszydła,
a mech powiewa na jego tarczy w błyszczące sęki.
Jak utopiony Japończyk spogląda martwo i niesłychanie.
Bursztynem prześwieca szyldkret, samurajowa zbroja.
O, dajcie mi na czym uklęknąć i mój sandałowy różaniec,
a będę na nim powtarzać bez końca: Naturo! miłości moja!
Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
\"Akwarium w Monaco\", \"Tygodnik Ilustrowany\" 1925, nr 3
--